Strona o Mordach UPA: UPA unurzana we krwi Polaków na terenach Małopolski Wschodniej UWAGA : serwis należy oglądać w rozdzielczości 1280:1024 i najlepiej używając przeglądarki mozilla, którą gorąco polecam: Get Firefox!
Uwaga techniczna: pod IE (internet eksplorer) zdarza się że są źle kodowane polskie znaki, w takim przypadku należy wejść w pasku narzędzi IE w menu "widok"- "kodowanie" i wybrać windows-1250.



Relacja Jerzego Hawrana


Okolice Zaleszczyk - Woj. Stanisławowskie


Aktualizacja:
Relacja została spisana przez autora strony w zeszłym roku (tj. 2009), w zeszłym roku też nakręcono dokument w którym Pan Jerzy Hawran wspomina te wydarzenia przed kamerą.


„Urodziłem się 25 stycznia 1931 roku. Nazywam się Jerzy Franciszek Hawran. Takie imiona otrzymują już od pokoleń męscy reprezentanci linii rodowej. Urodziłem się w Dźwiniaczu powiat Zaleszczyki, leżącym niedaleko granicy polsko-rumuńskiej. Dzieciństwo przebiegało spokojnie. Ojciec szanowany i lubiany Kierownik szkoły w Dźwiniaczu – uczył też i poza rodzinną wsią mając wyjazdy służbowe. W Zaleszczykach była rodzina dziadek babcia gdzie przyjeżdżaliśmy na wakacje kąpać się w Dniestrze, który zakolami okrążał miasteczko.
Wspomnienia ze szkoły mam takie, że jako syn kierownika chciałem wieść prym i być ważnym, kiedy już rozpocząłem naukę. Myślałem że ujdzie mi to płazem. Tymczasem ojciec podczas innej lekcji, kiedy o tym się dowiedział wszedł, na salę i dosłownie poprzez pewną część ciała przy nauczycielu prowadzącym i na oczach całej klasy pełnej kolegów i koleżanek
wybił mi z głowy takie zachowanie. W ten sposób nauczył mnie pokory, można powiedzieć. I szacunku do własnej osoby.
Teraz to nie do pomyślenia, a efekty i skutki wychowawcze są widoczne wszędzie. Ale to taka moja dywagacja.
Kiedy przyszła wojna pamiętam jak Rosjanie zamordowali grupę kolonistów mazurskich w Zaleszczykach. Nie byłem tego bezpośrednim świadkiem, jednak widziałem skutki i efekty. Pod koniec 1939 lub na początku 1940 roku Rosjanie zebrali do wagonów wszystkich mazurskich kolonistów z rodzinami celem jak im mówili przesiedlenia – wpuścili skład na most towarowy w Zaleszczykach, który następnie wysadzili z obu stron. Miejsce otoczyli wojskiem. Przez kilka dni pilnowali, aby nikt żywy nie wyszedł na brzeg, jak opowiadali między sobą starsi zaraz po wybuchu i zawaleniu i jeszcze właśnie przez te kilka dni dobiegały głosy z wody, Krzyki, jęki, płacz dzieci, wołania o pomoc. Po kilku dniach ucichło. My to znaczy ja i koledzy chodziliśmy tam nad rzekę łowić ryby, nie było, co jeść i trzeba było posiłkować się połowami. W tamtych miejscach byłą duża ryba, duże sumy czy węgorze. Dlaczego wiadomo…
Jeszcze takie wspomnienie zasłyszane od starszych, którzy we wrześniu obserwowali przechodzące polskie wojsko na stronę rumuńską, gdzie oddawano broń. Niektórzy oficerowie honorowo rzucali się na swoją własną szablę popełniając samobójstwo. A robili to tak: po oddaniu broni palnej zostawała im szabla, wkładali szablę między skały i rzucali się całym ciałem na nią. Bardzo mi ta opowieść jako małemu dziecku utkwiła w pamięci.
Gdy przyszedł rok 1943 miałem okazję widzieć na własne oczy jako12 letni chłopiec trupa zamordowanego wikarego w Zaleszczykach na podwórzu parafii. W czasie letnich wakacji przebywaliśmy tam u dziadków. I z kolegami ciekawy pobiegłem na teren parafii gdzie mówiono, że właśnie Ukraińscy nacjonaliści storturowali i zamordowali księdza polskiego. Nazwiska jego nie pamiętam, jednak widok tego skatowanego ciała mam przed oczyma do dziś. Na podwórzu takim ubitym ziemią, pod krzakami tak trochę w głębi leżało ciało: Do połowy nagie w strzępach spodni ( chyba spodnie jeszcze miał na sobie, tego dokładnie nie pamiętam), miał połamane kości bo ręce i nogi były nie naturalnie powykręcane jak u jakiejś lalki, zdejmowane miał pasy skóry i posypane ciało białym i czarnym- pieprzem solą i chyba miałem węglowym – to nagie mięso, lewa ręka widziałem wyraźnie tka od łokcia pocięta poprzecznie, nacięcia aż do dłoni, twarz była nierozpoznawalna cała zmasakrowana i zalana krwią. W ogóle lewa strona torsu mocniej była pokrwawiona. Widok straszny, który zostanie mi do końca moich dni przed oczyma.
Data to było jakoś lipiec sierpień 1943 – samej daty dokładnie nie pamiętam, mam widok zamordowanego przed oczyma.
W Dźwiniaczu koło szkoły przez miedzę sąsiadowaliśmy z ukraińską rodziną, od niej to pani była sprzątaczką w szkole zaprzyjaźnioną z Mamą – (moja Mama Maria miała na imię, jak moja młodsza siostra rocznik 1937). Ich nazwisko Martyńczuk. Syn tej pani był w UPA. Pewnego dnia przyszła pani Martyńczuk do naszych rodziców i jak ojciec później opowiadał powiedziała, że właśnie przyszedł syn do domu niedawno i powiedział jej, że szykują się na lachów w Dźwiniaczu. Przyjdą i będą wszystkich rżnąć. Wtedy ona pobiegła do naszych rodziców ich ostrzec. Ojciec wziął rower ( jako jedyny poza policjantem i jeszcze sołtysem chyba posiadał rower), związali szybko kilka tobołków i tak wszyscy uciekliśmy przed wieczorem ze wsi. My na piechotę, ojciec prowadził rower. Później widzieliśmy łuny nad wioską, w nocy oglądaliśmy je z Zaleszczyk. Ojciec kilka dni czy kilkanaście sam czy w towarzystwie pojechał do Dźwiniacza, szkoła była nie ruszona i posterunek policji ocalał. Zginęło kilkanaście polskich rodzin. Spalono też zabudowania tych rodzin. Razem ze zwierzętami, bydłem; ojciec opowiadał mi jak Ukraińcy wygrzebywali popalone mięso krów ze zgliszcz obór, a jemu powiedziała to Pani Martyńczuk, albo może i sam widział… Już po... Kiedy pojechał zobaczyć czy szkoła ocalała i wziąć to z naszego dobytku, czego nie zdążyliśmy zabrać podczas ucieczki..., a co ocalało... Dźwiniacz był jakieś 7-8 kilometrów od Zaleszczyk. W mieście mieścił się Dom Polski.
Potem przyszli Rosjanie i wcielono ojca do armii Berlinga, tam wiem, że był kimś ważnym przy sztabie, oficerem sztabowym. Nosił taką charakterystyczną raportówkę. Wszyscy w 1945 wyjechaliśmy do Przemyśla do siostry ojca. Tam Ojciec nas znalazł. Ojciec po powrocie z wojska, po wojnie, został kierownikiem szkoły w powiecie grójeckim, w Drwalewie, gdzie też mieścił się zakład weterynaryjny produkujący szczepionki. Tam ją odbudował, prowadził i był cenionym pracownikiem. Tam zmarł i jest jego grób na cmentarzu."

W dniach 10-11 lipca 2010 odbyła się konferencja upamiętniająca Ludobójstwo na narodzie polskim dokonane przez OUN-UPA. Konferencję zorganizował ŚZŻAK. Przewodniczącym prowadzącym obrady konferencji był Andrzej Żupański Członek prezydium ZG ŚZŻAK. Prezesem komitetu organizacyjnego był Prof. dr. hab. Edmund Bakuniak.

Fałszowanie historii najnowszej Ukrainy

Zachęcam do czytania, analizy i rozważań


INTERESUJĄCE LINKI ZAJMUJĄCE SIĘ tymi zagadnieniami:
  • LUDOBÓJSTWO na Narodzie Polskim
  • Na Kresach
  • 65-lat-temu.salon24
  • POLISZCZUK bio
  • Pamięci Tadeusza Hołówki

  •  
     

    Dziękuję za wizytę na mojej stronie . Strona założona : 09 maja 2005 roku
    powrót na stronę główną

    All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.