Strona o Mordach UPA: UPA unurzana we krwi Polaków na terenach Małopolski Wschodniej UWAGA : serwis należy oglądać w rozdzielczości 1280:1024 i najlepiej używając przeglądarki mozilla, którą gorąco polecam: Get Firefox!
Uwaga techniczna: pod IE (internet eksplorer) zdarza się że są źle kodowane polskie znaki, w takim przypadku należy wejść w pasku narzędzi IE w menu "widok"- "kodowanie" i wybrać windows-1250.



Relacja: OD:

Krzysztof Kapitaniuk (syn) dane zweryfikowane.

Miejsce Zbrodni:

BORKI (kolonia Kapitaniuki), gromada Borki, gmina Luboml, powiat Luboml, województwo wołyńskie

Ojciec- Stefan Kapitaniuk, syn Tymoteusza (Tomasz) i Michaliny zd. Bagniuk. prawdopodobna data narodzin: 1933 rok.


Posiadali gospodarstwo rolne we wsi Borki - (odnajdywana również w nazewnictwie jako wieś: Kolonia Kapitaniuki.

Rodzeństwo: Władysław, Tadeusz.
Opis wydarzeń:

W sierpniu 1943r.w Koloni Kapitaniuki w wyniku napadu zamordowani zosali:
bracia: Władysław, Tadeusz; matka: Michalina Kapitaniuk zd. Bagniuk. Stefan ranny został w głowę, stracił przytomność. Wyglądał na martwego. Spadł do piwnicy, lub został przywalony martwymi ciałami swoich braci i matki. Wg. relacji telefonicznej przeprowadzonej z osobą/świadkiem (pani Kołtun), która nastepnego dnia udała się do domu Kapitaniuków i odnalazła pomordowanych; przez syna Stefana Kapitaniuka, Krzysztofa, (który po długich poszukiwaniach natrafił na ślady świadków).
Wg. opisu pani Kołtun udała się ona około południa do domu Kapitaniuków, dziwiąc się, że nie ma ruchu w obejściu. Użyła słów (jak sobie przypominała): "...Kapitaniuki pospały się..."
Kiedy weszła do domu, znalazła pokłute zwłoki. Zszokowana podniosła alarm. Zbiegła się znaczna część mieszkańców wioski. Przy wynoszeniu ciał pomordowanych z pomieszczeń domowych, Stefan się poruszył i wówczas udzielono mu pomocy. Zawieziony został do szpitala w Lubomlu. Później przebywał u rodziny o nazwisku Szynkaruk w miejscowości Nowy Jagodzin. Przez cały ten czas przechodząc bardzo trudną rehabilitację. O tyle trudną ze podwójną fizyczną i psychiczną. Syn krzysztof o sprawie dowiedział się dopiero po wielu latach, od wydarzenia. Trauma związana z przeżyciami tamtej nocy była nie do przełamania dla Pana Stefana przez dziesięciolecia. Zapewne podświadoma pamięć męki i śmierci najbliższych która tkwi w umyśle Pana Stefana - uniemożliwia mu całościowy powrót do tamtego strasznego momentu. Luki w pamięci są na tyle duże, że Pan Stefan nie umie powiedzieć, dlaczego nie było ojca w gospodarstwie W czasie napadu na matkę i dzieci. Dlaczego nie pamięta jego obecności podczas okupacji. Prawdopodobnie nie wrócił z niewoli sowieckiej, po kampani wrześniowej w 1939 roku.
Z dodatkowych ustaleń wynika, że krewni rodziny Kapitaniuk zamieszkiwali również we wsi Kuśniszcze. Syn Pana Stefana poszukuje metryki chrztu ojca Ze zdobytych wcześniej informacji wynika, że chrzczony był w Grudziądzu- stąd hipoteza, podejrzenie, że Tymoteusz (ojciec Pana Stefana - jedynego ocalałego), był zawodowym wojskowym.

Podsumowanie:

Jest to przykład skrytego działania grupy nacjonalistów ukraińskich, działających w bezpośredniej bliskości większych skupisk wojsk niemieckich, miast garnizonowych i innych placówek wojskowych. Skryty nocny napad na najsłabszą rodzinę we wiosce, taką o której wiadomo, że prawdopodobieństwo zbrojnego oporu jest praktycznie zerowe, a więc i szanse na wszczęcie alarmu i zdemaskowanie morderców są bliskie zeru. Należy pamiętać że w znakomitej większości przypadków mordercami byli sąsiedzi, któzy w dizeń wspólnie siali, orali, a nawet biesiadowali ze swoimi ofiarami, w nocy zamieniając się w katów. W rozmowie z Panem Krzysztofem znalazło się potwierdzenie tej teorii, zacytował on odpowiedź sąsiadki pomordowanych, która znalazła zwłoki; uważała ona jak i Polacy mieszkający we wiosce, że mordu na bezbronnej matce i jej synach dokonali sąsiedzi obywatelstwa ukraińskiego. Nie użyto broni palnej, aby nie sprowadzić patrolu niemieckiego - użyto kos i siekier.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, ukazujący jak bardzo bliscy mogli być to ludzie. Pan Stefan opowiadał synowi jak w latach 70-tych będąc zaproszony na wesele do znajomych rodziny, którzy mieszkali na terenie Polski podczas zabawy spotkał ukraińca starszego wiekiem, który będąc już zdrowo podpity rzucił dziwne i niesamowite zdanie:
"A ty to, dostałeś w głowę i leżałeś cały we krwi, tam w piwnicy" Zdanie wyrwane z kontekstu bez podania daty wydarzenia, bez najmniejszych oznak o jakie wydarzenie chodzi, zdanie zrozumiałe jedynie dla sprawcy i ofiary. Na ile bezkarny musiał czuć się ten człowiek, aby móc je wygłosić? I jak wiele nowego strachu i obaw przyniosło to wyznanie ofierze? A może o to właśnie chodziło?

Zakończenie:

Pan Stanisław był pod koniec lat 70-tych w swojej rodzinnej wsi. Jego dom rodzinny stoi, zamieszkały obecnie przez ukraińskią rodzinę chłopów, A za domem jest mały cmentarzyk z grobami ozdobionymi typowymi krzyżami prawosławnymi, gdzie leżą pochowani jego bliscy: Matka i dwaj bracia. Krzyże postawili ci zwykli ludzie, zamieszkujący jego dawny dom w którym przeżył swoje dzieciństwo tak tragicznie przerwane, A ci zwykli ludzie, w ten prosty sposób oddają szacunek, pomordowanym chociaż nie znanym sobie osobom, opiekując się ich miescem spoczynku doczesnego. Jak wiele można się od nich nauczyć.
I ile jeszcze musi czasu upłynąć, aby chociaż symbolicznie pojawiły się mogiły wielu dziesiątek tysięcy pomordowanych naszych rodaków, którym nie było dane mieć chociaż tyle po śmierci, tam daleko, na wschodzie.

Proszę o kontakt w przypadku posiadania jakichkolwiek informacji w tej sprawie.

Fałszowanie historii najnowszej Ukrainy

Zachęcam do czytania, analizy i rozważań


INTERESUJĄCE LINKI ZAJMUJĄCE SIĘ tymi zagadnieniami:
  • LUDOBÓJSTWO na Narodzie Polskim
  • Na Kresach
  • 65-lat-temu.salon24
  • POLISZCZUK bio

  •  
     

    Dziękuję za wizytę na mojej stronie . Strona założona : 09 maja 2005 roku
    powrót na stronę główną

    All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.