Strona o Moradach UPA: UPA unurzana w krwi Polaków na wschodnich kresach, Wołyniu UWAGA : serwis należy oglądać w rozdzielczości 1280:1024 i najlepiej używając przeglądarki mozilla, którą gorąco polecam: Get Firefox!
Uwaga techniczna: pod IE (internet eksplorer) zdarza się że są źle kodowane polskie znaki, w takim przypadku należy wejść w pasku narzędzi IE w menu "widok"- "kodowanie" i wybrać windows-1250 .



Wspomnienie Pani L.
Pani L. ( panieńskie nazwisko Greniuk) poznałem w poczekalni przychodni medycznej w Poznaniu.
Po szczególnym śpiewnym akcencie zorientowałem się, że jest to osoba mająca swoje korzenie na Kresach.
Udało się nawiązać rozmowę nie bez pewnych oporów ze strony starszej Pani.
Po kilku moich prośbach zgodziła się opowiedzieć historię mojej rodziny.
Niestety, tylko tyle ile pamiętała. Wspomniała ze jej mąż również pochodzący z Kresów więcej pamięta i nawet niektóre te wspomnienia zapisał,
jednak nie zgodziła się na kontakt z nim – nie dała mi też telefonu ani adresu do siebie.
Czułem, że kieruje nią jakiś nieokreślony strach, chęć nie wracania do tamtych strasznych czasów nawet wspomnieniem, pomimo moich zapewnień i próśb o konieczności archiwizowania takich właśnie strzępków pamięci po pomordowanych…, Starsza pani zmęczona życiem i całkowicie poświęcająca się opieką nad swoim chorym mężem – nie można się dziwić, jednak wiedząc że pokolenie to odchodzi już od nas - żal… Jej wspomnienia z konieczności i ze względu na sytuację ( przychodnia lekarska – poczekalnia) Będą fragmentaryczne i pełne braków,

opowiadała to co zapamiętała, jako kilkuletnia dziewczynka a wiele z tego zapisane w domu dla pamięci mogłoby być odtworzone podczas wizyty u Pani L. Jak już jednak pisałem wcześniej nie zgodziła się na nią. Obiecała jednak, że się zastanowi- wręczyłem jej telefony do siebie- pozostało tylko czekać…. Jej rodzina mieszkała w lubelskim- z dziada pradziada młynarze, ojciec postanowił sprzedać jednak obydwa wiatraki i przeprowadzić się do wołyńskiego. Za uzyskane pieniądze kupili 50 hektarów ziemi w okolicy Chorochowa (powiat) niedaleko znajdowało się miasteczko Kołacze (około 15 km – od osady), a zamieszkali w osadzie Granatów.
W okolicy mieszkało rodzeństwo matki.
Ojciec Jan Greniuk zginął we wrześniu 1939 w jakiejś wielkiej bitwie wrześniowej – pamiętała tylko że wraz z nim zginęło około 2 tys polskich żołnierzy.., Wuj zginął 17 września rozstrzelany przez sowieckich żołnierzy na placówce KOP. Pani L. ze wzruszeniem opowiadała, jak to po latach szukali jakichkolwiek śladów wuja i ojca, mogiły chociaż symbolicznej,
niestety nie było im to dane…- odpowiedzi z archiwum były jednoznaczne – całe archiwum wojskowe spaliło się podczas powstania, i nie są w stanie powiedzieć gdzie nawet w przybliżeniu może być pochowany ojciec.
O wuju dowiedzieli się właśnie wtedy, że zginął na posterunku (co z okazji jakiejś rocznicy odnotowała ukraińska gazeta zamieszczając wykaz nazwisk zabitych przez sowietów – wśród nich znajdowały się dane wuja…)
– wiadomo tylko, że zostali zakopani jak psy, byle gdzie Przez sowieckich sałdatów i nikt nie wie, gdzie leżą ich szczątki.
W 1942 roku wg. słów Pani L. w lipcu ( być może pomyliła się i chodziło o 1943 rok) zginęli w osadzie Granatów od kul ukraińskich nacjonalistów brat najstarszy Mamy pani L. (nazwisko Kolek)
liczący lat 40 i jedna z sióstr w wieku 22 lat.
Stało się to tak:
Rankiem zapukano do domu brata, kiedy otwierał drzwi od razu został zastrzelony bez słowa ani uprzedzenia, jego siostra uciekła tylnim oknem domostwa, Ukraińcy zorientowali się dość szybko i pobiegli na tyły domu nawołując się z dwóch stron. Rozpoczęli bezładną kanonadę z broni palnej, do uciekającej dziewczyny, która wpadła w łany zboża. Któraś z kul trafiła.
Jeden lub kilku Ukraińców pobiegli dobić ją kolbami.
Tak długo tłukli aż została zamiast głowy bezkształtna miazga.
Tak wspominała ciotka Pani L. opowiadając jej to straszne wydarzenie.
Sama cudem przeżyła, ponieważ otrzymała „ciekawy postrzał” jak to określiła opowiadająca mi tą historię Pani L.;
mianowicie kula przeszyła gardło i wyszła policzkiem. Ciotka padła nieprzytomna w ogromnej kałuży krwi.
Ukraińcy uznali, że jest martwa i odeszli po dokonaniu zbrodni na jej rodzeństwie.
Tymczasem ranna kobieta ocknęła się po kilkunastu może minutach, widziała palące się zabudowania, leżącego trupa swojego brata ze skrzyżowanymi na piersi motyką i grabiami zostawionymi przez Ukraińców, odnalazła też ciało swojej siostry, trafiając po wygniecionym zbożu do miejsca gdzie leżała…, zatamowała jakoś krwotok i uciekła. Dzień później dotarła do swojego domu gdzie zostawiła swoje młode dwie córeczki.
Zastałą tylko zgliszcza, już maiła poddać się rozpaczy, kiedy to z krzaków otaczających Miejsce gdzie stał dom, wychyliły przerażone twarzyczki jej dzieci.
Okazało się, że kiedy nadeszli ukraińscy bandyci schowały się na strychu w kryjówce.
Ukraińcy splądrowali dom kradnąc, co cenniejsze rzeczy, następnie podpalili dom i zabudowania kradnąc też cały żywy inwentarz.
Na straży zostawili jednego Ukraińca z bronią w ręku na wypadek gdyby jednak ktoś uciekał z płonących zabudowań.
Kiedy ogień doszedł do strychu dziewczynki wyskoczyły. Jak opowiadał później matce i kuzynce były pewne że Ukrainiec je widział – jednak nie zareagował. Udał że ich nie widzi…
Ludzki odruch…?
Schowały się w przydomowych chaszczach drżąc o to, aby ogień nie przerzucił się na krzaki…
Tak się jednak szczęśliwie nie stało.
Po kilku tygodniach trafiły pod okupację niemiecką i zostały wywiezione w głąb Niemiec. Tam przeżyły wojnę.
Pani L. z rodziną została wywieziona na Syberię, po wojnie wróciła.
Najpierw Przemyśl gdzie Polacy, którzy odbierali je z zimnego nie ogrzewanego wagonu towarowego praktycznie uratowali im życie dając ciepła strawę i ubrania zaskoczenie ż dojechały w takich warunkach żywe. Następnie ziemie odzyskane. Wrocław. Na dworcu ktoś okradł podróżujące kobiety razem z małoletnim bratem Pani L.,
z małej walizeczki z tektury którą właśnie brat wykonał a gdzie były wszystkie pamiątki po ojcu i dokumenty… Następnie Pomorze. Starogard, cały w ruinie, gdzie nie zostały. Dalej na Pomorze okolice Wejherowa.
Tam zamieszkały.
Wychowała dzieci.
Kilka lat przed nimi zdawała maturę.
Kiedy wojna wybuchła chodziła do drugiej klasy ledwie umiała pisać. Po wojnie, kiedy poznała męża rozpoczynała na nowo szkołę podstawową będąc już dorosła. Następnie liceum, wychowywanie dzieci, kończenie szkoły przedłużało się. Maturę zdała, jak mówiła, zaledwie na dwa trzy lata przed swoimi dziećmi.
Na studia nie starczyło już sił i czasu.Teraz mieszka od 25 lat w Poznaniu.

Żegnam tą cichą i mimo wszystko pogodną kobietę, ze wzruszeniem patrząc na pełne zmarszczek kąciki oczu, zniszczoną od przeżytych wrażeń twarz, smutną i melancholijną.
Łza w oku się kręci. Losy Polaków zawsze takie sama zawsze pełne smutku cierpienia łez i krwi.
I ciągle ktoś chce odebrać nam, jako narodowi nawet Pamięć o tych chwilach, zakłamać, odmienić, wepchnąć na siłę słowa o tym jak mało wartościowi jesteśmy, jak mało od nas zależy…,
Jak inni są ważniejsi i bardziej poszkodowani – przez nas złych i okrutnych.
A krzywdzili nas wszyscy i wrogowie i sojusznicy, tajemnicza do dziś nie wyjaśniona śmierć Sikorskiego- był nie na rękę i Anglikom i sowietom.
Kilka lat temu utajnione zostały na następne 50 lat archiwa angielskich służb specjalnych z okresu wojny.
Czy mają coś do ukrycia?
Na wschodzi na Ukrainie budowane pomniki nacjonalistów, morderców tysięcy Polaków i ani słowa przepraszamy – wybaczcie! Czy kraj który nie umie powiedzieć przepraszam za takie okrutne bezlitosne mordy może chociażby w marzeniach pragnąć dołączyć do wspólnoty europejskiej? Czy etycznie jest na to gotów? Mentalność narodowości rusinów się kłania – brak pokory, przyznania się do winy kłamstwo i mydlenie oczu, odwracanie kota ogonem – to są aspekty i zachowania z których najbardziej znamy sowietów i inne nacje wschodnie. Smutne to kiedy nasz prezydent przeprasza z akcję „Wisła” bez której prewencyjnego działania z czym zgadzają się nawet historycy z tamtej strony podziemie UPA działałoby latami. Smutne to ze z drugiej strony z a dziesiątki tysięcy pomordowanych nikt nic nie mówi. Czy liczą na zbiorową zmowę milczenia? Że zapomnimy? Że kłamstwem, które szerzą po tamtej stronie granicy, zatrą ślady mordów na ziemi i w naszej pamięci? Spodziewam się ja jak i wielu innych ż władze nasze opamiętają się, i zaczną wywierać polityczna presję, aby upamiętnić niewinne ofiary.
Ze władze ukraińskie w imię wzajemnej współpracy BEZ NIEDOMÓWIEŃ i zatajonej nienawiści – oficjalnie przyznają że OUN-UPA w latach 1943-1947 dokonywała zbrodni ludobójstwa na narodzie polskim.
I odetną się od tych haniebnych korzeni.
Jest to jedyna droga do poprawnej i wspólnej egzystencji.
Nie ma innej.

INTERESUJĄCE LINKI ZAJMUJĄCE SIĘ tymi zagadnieniami:
Pani EWA SIEMASZKO

CO PO POMARAŃCZOWEJ REWOLUCJI dlaczego nie mówi się na Ukrainie o prawdzie - forum

Jedynie prawda - Mackiewicz

WŁADYSŁAW SIEMASZKO

OTO POZYCJE GODNE POLECENIA - opisują zbrodnie UPA na terenech Polski.
Autorem ich jest nieżyjący już Jan Młotkowski pochodzący z Wołynia.
Napisał też kilka niezwykle wartościowych książek o wpływie ziół na zdrowie.
Ukończył biologię w Poznaniu.
 Jan Młotkowski książka o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich  Jan Młotkowski inna książka o mordach UPA



 
powrót na stronę główną

 

Dziękuję za wizytę na mojej stronie . Strona założona : 09 maja 2005 roku

All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.